„tańcz jakby nikt nie patrzył”
Słowa Marka Twaina o tańcu mogą być drogowskazem naszych oczekiwań względem tańca. Gdy jesteśmy sami, czujemy się bezpiecznie, nie działają hamulce kontroli i osądu innych oczu i uszu. Nasze ciała stają się dziecięco odważne, radosne, wolne…
Tak jest z jednej strony. Z drugiej, coś pcha nas na scenę, by zmierzyć się w światłach jupiterów z naszymi lękami. A może po prostu chcemy poczuć się docenieni, usłyszeć brawa, wiwaty, komplementy, zachwyty. Chcemy pokazać się najbliższym z jak najlepszej strony. Scena jest nie tylko wyzwaniem, ale zwieńczeniem, czasami spełnieniem marzeń…
Na zajęcia z tańca latino poszłam w zastępstwie za koleżankę z myślą, że nauczę się poruszać biodrami jak Shakira. Miejski Ośrodek Kultury „Kamyk” w zachęcających słowach zapraszał na taneczną wycieczkę po Ameryce Łacińskiej prezentując bogatą ofertę tańców, takich jak salsa, merengue, bachata, cumbia, afro i samba. Tak miło zaproszona, szłam z wielką ciekawością na pierwsze zajęcia, które prowadziła Acilyz Katell Caro-Klocek. Z marszu instruktorka zaprosiła mnie do tańca. Uśmiech zaskoczenia pojawił się na mojej twarzy – ciekawe, co będzie dalej. I ten uśmiech nie schodził mi z twarzy przez kolejne i kolejne godziny i dni, jakie spędziłam na sali treningowej.

Próby taneczne uczestniczek, odbijały się w lustrach, które zdawały się nie raz szeptać, gdy Acilyz prezentowała kolejne kroki. „Dasz radę.” „Dasz radę.” „Ty też dasz radę.” „Daj z siebie wszystko.” Założę się, że każda z dziewczyn, spoglądając na tancerkę, zastanawiała się: „Co ja tutaj robię?”. To tak na początku. Bo z czasem, każda z nas oswajała się i z wysiłkiem, i ze zmęczeniem, i z lustrami, które świadczyły, że warto ciężko pracować.
Zaskoczyło mnie, że jak na amatorki, taniec wychodził dziewczynom bardzo ładnie. Z czasem dowiedziałam się, że wiele osób chodzi do Acilyz na zajęcia od lat, a to myślę jest najlepsza rekomendacja dla nauczyciela. I dawno nie spotkałam się z taką życzliwością i chęcią wsparcia od innych. Dziewczyny są życzliwe i wspierają nowe uczestniczki radą i uśmiechem. Atmosfera na zajęciach to połowa sukcesu, bo dodaje wiary i niesie na swoich skrzydłach do celu. Każda prawdopodobnie ma inny cel. Ja postawiłam na kobiecość i ta myśl przyświecała mi od samego początku.

Występ przed publicznością, zwieńczający całoroczną naukę tańca był nie tylko dużym zaskoczeniem, ale prawdziwym wyzwaniem. Każdy podszedł do tego projektu poważnie. Acilyz uczyła nas nie tylko poruszać biodrami, ale zwracała uwagę na elegancję ruchów, pracowała nad naszym wdziękiem i kobiecością, pokazywała, jak wchodzić na scenę, jak na niej stać i jak tańczyć. U niej każda próba taneczna była jak spektakl.
„Gdy wyjdziecie na scenę, nie ma już prywatności. Wchodzicie w rolę. Jesteście tancerkami. Już żaden kosmyk spadający na twarz ani mucha siadająca na nosie nie może wam przeszkodzić.” – podpowiadała.
„W tradycyjnych strojach kolumbijskich wyglądałyście jak tańczące kwiaty.” – usłyszałam po występie od mojej koleżanki, Kingi. To dobre określenie, bo tak się właśnie czułam – jak tańczący kwiat.

„Moje dziewczyny…” – to już słowa wsparcia od innej uczestniczki zajęć, która nie brała udziału w pokazie. Jakież to naturalne, radosne.
Tego doświadczyłam właśnie od dziewczyn. Życzliwość, pomoc i wsparcie. Pomagałyśmy sobie nawzajem w doborze kostiumów, butów, dodatków. Przed występem byłyśmy jak jedna, wielka rodzina.

„Dlaczego my jeszcze nie napisaliśmy o Pani Acilyz w naszej gazecie?” – to już słowa redaktora naczelnego „Pruszkowskich Wieści”, Mirosława Wasilewskiego – „Przecież to skarb mieć taką tancerkę w Pruszkowie.” – podkreślał i dopytywał, co mi wiadomo na temat naszej nauczycielki.

Sprawdziłam, że z Pruszkowa do Kolumbii jest 9947 km (13 godzin leci się samolotem przez Ocean Atlantycki). Specjalnie dla Państwa spotkałam się z Acilyz w jej mieszkaniu w Pruszkowie, aby porozmawiać o jej życiu w Polsce i przybliżyć jej postać. Od progu napotykam ozdoby hallooweenowe, w różnych odmianach i barwach, wyłaniające się z każdego zakątka pokoju. Jest ciepło i spokojnie. Dobrze czuję się w jej mieszkaniu rozmawiając i popijając czarną herbatę.
Proszę zobaczyć, jaką piękną i utalentowaną mieszkankę ma nasz Pruszków.
Acilyz Katell Caro-Klocek – przepiękna tancerka o długich czarnych włosach, szczerym uśmiechu i wyjątkowym rozumieniu ruchu i własnego ciała. Pochodzi z miasta Barranquilla w Kolumbii. Od 2006 roku pracuje w Polsce jako tancerka i instruktorka tańców afro kolumbijskich.

W latach 1997-2006 była solistką Narodowego Baletu Kolumbii. W latach 2003-2006 solistką Los Alfa 8 – kubańsko-kolumbijskiej grupy rytmów tropikalnych prezentujących reggaetón, merengue, champeta i bachata. Jako ambasadorka kultury swojego kraju występowała i promowała kolumbijskie tańce narodowe (cumbia, mapale, puya, carnaval de Barranquilla, joropo) w Chinach, Izraelu, Meksyku, Panamie, Argentynie, Urugwaju, Ekwadorze, Wenezueli a także w krajach Europy: we Włoszech, Niemczech czy Szwajcarii.

Jak to się stało, że zamieszkała w Polsce? Przyjechała do naszego kraju za miłością. Swojego przyszłego męża (tancerza z Zespołu Mazowsze) poznała podczas tournée po Chinach, gdzie reprezentowała swój kraj w tradycyjnych tańcach kolumbijskich. Na początku najważniejsza jest miłość. Człowiek wtedy nie zastanawia się, co będzie robił, z czego będzie żył. Bo gdy jest miłość, wszystko się układa. Zachwyciła się naszą zimą, szczególnie zimą nad Morzem Bałtyckim.

Na początku, gdy zamieszkała w Polsce, co roku jeździła do swojego kraju. Narodziny dzieci, a później Covid, przerwały te wyjazdy. Ostatni raz była w swoim kraju 6 lat temu, jednak prawie codziennie rozmawia ze swoją rodziną w Kolumbii. W Pruszkowie mieszka od kilku lat, w MOK „Kamyk” pracuje od ponad 5. Uczy języka hiszpańskiego dzieci w przedszkolu i w szkole podstawowej w Warszawie. Przez 16 lat występowała w Teatrze Buffo. Tanecznie związana była z takimi programami jak: „Mam talent”, „Got to Dance”, „Jak oni śpiewają” czy „Taniec z gwiazdami”. Obecnie tańczy w zespole „Tropikanas”.

Acilyz bardzo lubi polskie jedzenie – najbardziej pierogi i zupę gulaszową. Kolumbijskie jedzenie jest bardziej wyraziste (jeśli chodzi przyprawy), bardziej pikantne. Owoce w Kolumbii są bardziej słodkie. Ludzie są uśmiechnięci. Pogoda ducha to narodowa cecha Kolumbijczyków, znana na całym świecie. „Polacy za bardzo się przejmują” – mówi Acilyz. Ale w Polsce czuje się bardzo dobrze.

Nasza kolumbijska nauczycielka uczy nas nie tylko tańca, ale przede wszystkim wyprostowanej postawy, eleganckich ruchów. Uczy nas kobiecości, uczy nas uśmiechać się do siebie. Jest profesjonalna, nie odpuszcza ani sobie, ani nam. Do niczego nie zmusza, ale gdy się za nią kroczy, chce się tańczyć tak jak ona.
(zdjęcia Azikys pochodzą z jej prywatnego archiwum)
