PS "Dzieci tygodnia" „Wierzba i Brzoza doczekali się siedmiorga potomstwa…. Pierwszy był Poniedziałek – najlepszy bo pierwszy…najbardziej kochany, rozpieszczany, taki…Poniedziałek!…inni nauczyli go myśleć tylko o sobie, wielbił tylko siebie i swoje Ja, nie widział pozostałego rodzeństwa… Drugi był Wtorek – urodził się od razu dorosły, odpowiedzialny, pozostawiony sam sobie, sam jak palec, ciągle zapatrzony w innych, dla niego Ty było ważniejsze niż Ja, bo Ty musiało być zadowolone, a jemu to co skapnie, czyli mało…taki...Wtorek!… Trzecia była Środa – O! Środa była ważna, taka...Środa!... słodkie maleństwo, takie niu, niu, niu, radosna i kapryśna... Czwarty był Czwartek – samodzielny i hardy, bezkompromisowy, jak raz powiedział - nie powtarzał, miał jednak dobre serce, tylko obrosło czymś żelaznym (na pokaz), lubił się opiekować, był wiele wart, taki...Czwartek!... Piąty był Piątek – polej woda i wieczny Piotruś Pan, piątek, piątunio, piąteczek, co to raz jednych ma za pionki by drugim razem oddać im ostatnią koszulę, taki...Piątek!.. hazardzista... Szósta była Sobota - robotna i twórcza, utalentowana, czego się dotknęła, zamieniała w złoto...taka...Sobota!...ciągle na posterunku dla wszystkich...wy potrzebujecie - sobota jak robota, jest.... Siódma była Niedziela – powolna i leniwa, najmłodsza, niedouczona trochę, rozanielona, zwolniona z obowiązków, bo najmłodsza...taka...Niedziela!... Wierzba i Brzoza chciały wypełnić wolę Boga…a Bóg był dla nich ważny…dla Brzozy ta wiara była podskórna…dla Wierzby...pokazowa… Brzoza z każdym rokiem przekrzywiała się, bardziej i bardziej. Zrobiła się w końcu Krzywa Brzoza. Chciała być dobra dla wszystkich i traciła energię coraz bardziej, aż zachorowała na Nagłość i tą Nagłością została wyrwana ze świata ziemskiego… Wierzba, gdy zabrakło Krzywej Brzozy, popadła w czarną rozpacz i taka już została…Wierzba Płacząca... Rodzeństwo niby zżyte, było sobie obce, jedni bliżej drugich, a inni bliżej innych…Wtorek dogadywał się tylko z Sobotą, Środa rozumiała się z Piątkiem, Poniedziałek i Niedziela to jedna para kaloszy…tylko Czwartek odciął się od pozostałych…celowo i z premedytacją, z dala, z ukrycia roztaczał swoją wartość na innych...

