Piszę do Ciebie list, tak jak nie raz mnie namawiałaś, aby napisać do kogoś, gdy potrzebowałam coś zrozumieć. Piszę, choć wiem, że nie dostanę odpowiedzi, ale piszę i wiem, że będę pisała do Ciebie często, a Ty czytaj…

Pamiętasz nasz pierwszy, wspólny plener poetycki w Pęcicach? Ty mnie tam zaprosiłaś. Akurat moje córki miały urodziny i nie chciałam im przeszkadzać w przyjęciu dla znajomych. Naszykowałam „stoliczku nakryj się”, o którym dopiero miałaś się dowiedzieć, że istnieje, że przedłużam jego żywotność raz za razem. Zrobiłam zapiekane szparagi z boczkiem i z parmezanem. Za mało dla wszystkich plenerowiczów, ale w sam raz dla nas dwóch. Pałaszowałyśmy je już w samochodzie, czekając na innych, śmiejąc się i rozmawiając o literaturze. Ty bardzo pasowałaś mi do tego dania. Zawsze tak pięknie mówiłaś, z klasą (a może Ty uczyłaś się w jednej szkole z Beatą Tyszkiewicz?). Na miejsce pleneru szłyśmy długo, bo bardzo ciekawiły nas gałązki białego bzu, nenufary na Utracie i widoki z mostku. Miałaś w sobie wielką ciekawość ludzi, z każdym się przywitałaś, każdego zapytałaś, co u niego… Wracając nie mogłyśmy wydostać się z cmentarza. Ktoś zamknął furtkę już o 17.00. Niezrażone, chodziłyśmy po grobach, spoglądając co napisane, co położone, co ciekawego na pomnikach, zachwycając się niektórymi starymi datami i snując historie, jakie mogłyby się rozegrać w książkach w takim miejscu. Śmiałaś się, że tego jeszcze nie było, aby zatrzasnąć się na cmentarzu. Ksiądz nas uratował, ale ten spacer jest moją pamiątkę po Tobie i będę tam wracać…

Plener poetycki w Pęcicach 2022
Pamiętasz, jak kupowałyśmy kwiaty na nasze działki? Podjeżdżałyśmy pod płot targowiska w Pruszkowie, zaraz przy straganie Pana z kwiatkami (Twój zaprzyjaźniony stragan od lat), aby nie trzeba było wchodzić na teren targowiska. Podchodziłaś do płotu i zamawiałaś malwy, pelargonie, maki, surfinie i wiele innych w zależności od tego, co ładnie kwitło. I jeszcze sadzonki pomidorów: koktajlowe, bawole serca, malinowe. Pan wybierał rośliny pod Twoimi czujnymi i śmiejącymi się oczami, a Tobie ciągle było mało, tak jakbyś nie mogła nasycić nimi oczu. Ja biegałam od jednych straganów do drugich, by na końcu stwierdzić: „Ula, miałaś rację, u Twojego Pana są najładniejsze”. Ty wybierałaś czas. Ty szanowałaś czas. Ja trochę młodsza ciągle myślałam, że jak „polatam” to znajdę i ładniejsze, i tańsze… Później robiłam już tak jak Ty…
Pamiętasz, jak szukałyśmy ciszy i spokoju pod jednym pomnikiem? Normalnie tylko „oficjele” tam przychodzą w ważne daty, składają biało-czerwone kwiaty, zapalają znicze. Raz na jakiś czas pamięć jest przywracana. Piękne miejsce, otoczone zielenią, z dala od ulicy. Tak, polegli mają tu swój mały zakątek. To był też Twój zakątek. Oni chętnie dzielą się swoim miejscem spoczynku – mówiłaś. U nich można pomyśleć albo… uciec od myśli. Wzięłyśmy herbatę w termosie i kawałek ciasta drożdżowego. Ja leżałam na ławce, a Ty siedziałaś i opowiadałaś mi, co o Nich wiesz. Modliłyśmy się za nich każda na swój sposób. Ktoś przyszedł i przyniósł kwiaty. Zaskoczone byłyśmy, pewnie ta osoba też…, że tylu „pamiętających” na raz…
A pamiętasz nasze poranne rozmowy w Parku Mazowsze pod tężnią? O! Dużo się dowiadywałyśmy o ludziach. Godzina 6:00 to dobra godzina, aby dowiedzieć się, o której ludzie wstają, jak wygląda ich bieganie po parku, jak wygląda wyprowadzanie psów, jak sprzątane są obiekty. Gdy było zimno, brałyśmy koce, poduszki i zawsze tomiki wierszy, jakieś książki, gazety. „Stoliczku nakryj” się też było i znów zajadałyśmy sobie pyszne śniadania, które z bliską osobą smakują najlepiej. Jodu z tężni nie zawsze udało nam się nawdychać, bo często tężnia nie działała, ale czy to było ważne? Chodziłyśmy po parku, pytając wędkarzy, czy dziś ryba bierze, bujając się na bujawkach i podziwiając bardzo sprawną infrastrukturę. Najbardziej lubiłyśmy chodzić przy wodzie, gdzie drzewa przeglądały się w jej czystym lustrze, gdzie kaczki, niby to udające, że płyną obok, podsłuchiwały nasze rozmowy. Tyle spraw Cię interesowało. Głównie szkolnictwo. Chciałaś, abym poznała Cię z Justyną Suchecką, miałyśmy do niej napisać list, miałaś pomysły jak uratować polskie szkolnictwo i wierzyłaś, że ona mogłaby Cię wysłuchać. Byłaś wizjonerką i widziałaś dalej… więcej… Miałaś ciekawe spostrzeżenia.

Przez ostatnie dwa lata Twój numer wybierałam najczęściej… Choć ostatnimi dniami nie mogłaś długo rozmawiać. Cierpiałaś, bardzo cierpiałaś, ale czy świat obchodzi czyjeś cierpienie…
Jak teraz żyć, nie mogąc zadzwonić do Ciebie? Dzwoniłaś czasami i mówiłaś: „Iwonka, zadzwoń do mnie, bo mi się dużo nabije.”, więc dzwoniłam i gadałyśmy o wszystkim, najczęściej o literaturze. Miałaś tyle pomysłów na życie, dużo planów i… ten Twój uśmiech, figlarny, żartobliwy, taki jaki najbardziej lubiłam, bo w tym uśmiechu było życie. Jak nikogo, umiałam odczytać Ciebie po głosie. Wiedziałam, jaki masz nastrój, co się dzieje. Kto mi teraz powie: „Iwonka, no wielki świat do mnie zawitał, fiu, fiu” albo „Ależ Ty jesteś kolorowa, jak prosto z Paryża”? Nikt tak nie mówił komplementów jak Ty, a ja tak ich spragniona, zapisywałam je i będę przechowywać już na zawsze… A książki? Nie umiałaś wyrzucać książek. Wszystkie były ważne, z każdą wiązało się jakieś wspomnienie, opowiadałaś mi, w jakich okolicznościach trafiły w Twoje ręce…

Zdjęcie: Jerzy Paruszewski, plener poetycki w Pęcicach 03.06.2023 r.
Widzenie
Studiuję bagno.
wełnianki obok czermieni błotnej
a za chwilę Olbrzym na bagnie,
zwą go
Aunwald Caltha Palustrius.
Czermień błotna
liściem w kształcie serca
woskowym połyskiem wabi opary.
Żurawina błotna i wełnianki
pragną tułacza sercowatego.
Wiązanka błotna wzdycha za Azją
Sit mieczolistny sztylecikami broni
bagno przed homo sapiens.
Ula Sławińska

