Poetka, o której dziś chcę napisać jest postacią niezwykłą. Uprzedzam, że nie obędzie się bez emocji, bo jak napisać inaczej, gdy zna się autorkę, ceni za jej twórczość i jeszcze zostaje się zaproszonym do współtworzenia jej spotkania literackiego. To już drugie spotkanie autorskie Grażyny Tatarskiej w Teatrze Stygmator u aktorki i reżyserki, Violetty Zygmunt, w którym miałam przyjemność uczestniczyć.



Kawiarenka Literacka na Kazimierzu – 27.06.2025
Zapraszam do literackiego świata Grażyny Tatarskiej i do zaczarowanego świata Violetty Zygmunt w Krakowie na Kazimierzu, do Teatru Stygmator i do Kawiarenki Literackiej, gdzie poezja ma swoje stałe miejsce (ulubiony fotel, lampę, a nawet filiżankę… słowem zadomowiła się).
Zaczynam robić notatki już w Krakowie, pod samym Wawelem, gdzie stara kamienica, skrywająca nas przed hałasem, oferuje w gratisie wspaniały ogród, a tam… zioła i ziółka. Ktoś skrzętnie poopisywał tabliczki z nazwami posadzonych roślin. Jaka trafność miejsca naszego noclegu do tematu spotkania poetyckiego! Gdy cofam się myślami do początku podróży na spotkanie Grażynki, mogę powiedzieć tylko jedno – 27 czerwca w Krakowie to był ten czas i to miejsce, gdzie wszystko się zgadzało i było idealnie zaplanowane – dzięki Violetcie Zygmunt, która jest chodzącą dobrocią, osobą pełną życzliwości i zaraźliwego spokoju, a która sprawiła, że nasz pobyt w Krakowie był wyjątkowy. Gdy dziś patrzę wstecz na ten dzień, który zasiedział się trochę i został aż do nocy, to mam przed oczami nasze literackie rozmowy do późna, spacer przez oświetloną starówkę, wśród roześmianej, pięknej młodości i zdjęcia pod Wawelem z powłóczystymi cieniami nocy…
Violetta Zygmunt bardzo dobrze zna poetkę i umie ją otworzyć jak nikt na zwierzenia i opowiadanie o swojej twórczości. Potrafi zadawać pytania w taki sposób, że autor czuje się zaproszony niewidzialnym podszeptem, aby mówił, tak jak czuje, jak chce, aby jego słowa rezonowały w innych i zostały zapamiętane. Widząc znajome twarze ze spotkania z autorką sprzed dwóch lat, Violetta od razu dziękuje im za przybycie, docenia nowych uczestników spotkania i dla każdego ma dobre, ciepłe słowa. Ja też czuję się przez nią zaopiekowana i szczerze zaproszona na czekające nas spotkanie.

Zapraszamy - zaczynamy
Przejeżdżające tramwaje, które słychać przez otwarte okna, przypominają, że obok toczy się zwykłe, piątkowe życie, ale my nie jesteśmy już w tej zwykłości, a na świątecznym spotkaniu z poetką, która literaturę – jak mówi – ma we krwi.
Byłam na kilku spotkaniach autorki, ale to ostatnie w Krakowie, na Kazimierzu chyba najbardziej pokazało mi, że Grażyna Tatarska ma zaskakujący dorobek. Okazało się, że przed książkami: „Zioła, mity i wianki”, „Geometria gwiazd”, „Zamiast ptaków drony” i świeżutkimi Grymułkami: „Zimobranie” i „Trzy wersy wiosny”, zostało wydanych dużo wcześniej osiem zeszytów literackich (każdy w innym kolorze) jak choćby „Kwietnik”, „Zmilczenie”, „Proszę o ciszę” oraz wydane w formie indeksowej: „Zaczepki” czy „Zawijaski”. Specjalnie na spotkanie z Violettą Zygmunt Grażyna Tatarska wyszperała z czeluści szuflad swoje skarby i pokazała je światu.

Krakowskie śniadanie z dobrą lekturą.
Słowa poetki płyną spokojnie przez Machory na Kielecczyźnie (rodzinna miejscowość autorki), w których od małego bujała w obłokach i gdzie zaczęła kiełkować jej miłość do literatury. Zatrzymały się na chwilę w Maleńcu w Muzeum Techniki, z którym autorka jest związana i żywo śledzi poczynania Pana Dyrektora (byłam tam, wspaniałe miejsce nie tylko do zwiedzania, ale na spokojny wypoczynek w pięknych okolicznościach przyrody – taki tam spokój, że nic tylko pisać).
Nie zawsze słowom było łatwo, bo życie nie rozpieszczało autorkę, ale mam wrażenie, że ta wrażliwość słowa odwdzięczała się jej, pozwalała wyrazić emocje w wierszach. Im oddawała to, co czuła, co widziała i chciała po sobie zostawić. Przecież wiersze o Ukrainie nie zrodziły się naraz, bo wybuchła wojna, ale ciągnęły się od Majdanu. I mimo, że ludzie czasami zawodzili (jest też wielu, którzy naprawdę byli i wspierali), to jednak wiersze zawsze były obok, może czasami uśpione, ale tuż, tuż. Violetta Zygmunt ma kolejny dar, który wyróżnia ją wśród prowadzących spotkania autorskie. U niej autor jest najważniejszy i stara się mu nie przeszkadzać, a subtelnie wspierać, mimo że scenariusz planował wić się zupełnie innymi dróżkami. Bo cóż papier, kiedy słowa wychodzą z głębi i szukają słuchacza, aby się mu pokłonić.

Rozłożyły się nad Wisłą, przygarniając słońce w swoje strony…
Gdy słucham Grażyny Tatarskiej i Violetty Zygmunt, odnoszę wrażenie, że rozumieją się w pół słowa. Ciekawe doświadczenie obserwować jak się wzajemnie dopełniają. Poetka czytała swoje wiersze, czasami starannie wybrane wcześniej, ale też – na chybił trafił, tak jak się książka otworzyła.

Kraków – Pruszków w uśmiechu przyjaźni
Grymułki to nowe „dziecko” autorki, tak zwany czteropak, z dwoma tomikami, które już się ukazały, a za jakiś czas wyjdą jeszcze dwa: „Siedemnaście sylab lata” i „Zjesienniało kigo”. Można śmiało powiedzieć, że to polski odpowiednik japońskiego gatunku literackiego – haiku (jak znam Grażkę, ona lubi wszystko po swojemu). A gdy myślę o powstaniu samego słowa Grymułki, które wycedziła przez zęby jej własna mama, mówiąc do początkującej poetki:” Przestań pisać te gry-muły! Weź się za robotę!”, to jestem przekonana, że ta sama mama byłaby teraz z Grażyny bardzo dumna i jestem też pewna, że poetka miałaby w niej wielkie wsparcie w tym pisaniu…
strach na wróble
w nowym odzieniu
pilnuje zasiewu
dały radę
po zgrabieniu zeschłego
kępa stokrotek
na mokradłach
już są niezapominajki
pamiętam drogę

Kraków na śniadanie
Ważnym dla mnie momentem na spotkaniu, była rozmowa o pewnym wierszu pod znaczącym tytułem „Polki potrafią”. Poetka miała zupełnie inny głos, gdy o nim opowiadała. Poprosiłam ją już po spotkaniu, aby mi go pokazała, ponieważ jego tytuł ciągle za mną chodził. Słyszałam, że napisała go na przekór komunistycznym hasłom – jak to Polak potrafi to i Polak potrafi tamto, a jej wiersz to wyraz buntu przeciwko komunie, jej złość i pokazanie, jaka w takim świecie jest… kobieta. Słyszałam, że aktorka, Anna Chodakowska nauczyła się tego wiersza na pamięć i recytowała go szerszej publiczności… I gdy w końcu zaintrygowana przeczytałam wiersz Grażyny (dobrze, że siedziałam, gdy go czytałam) … Ale cóż ja mogę więcej napisać… Sami przeczytajcie… Na mnie zrobił piorunujące wrażenie…
POLKI POTRAFIĄ
Potrafią dom ulepić z buraków, z kapusty,
odwożąc Jezuska do żłobka, z wózkiem
w kolejce, z torbą nabrzmiałą od czekania.
Dziedziczki niemodnych sukien, z bąblami
na dłoniach, suszą siano, pranie, płacz.
Madonny w papilotach, brzemienne od
zmartwień – wygrywają olimpiady z patelnią.
Na twarzy zapisany bieg, z miotłą na tysiąc
metrów, od kuchni do stołu. Sprinterki epok.
Prząśniczki z berłem wrzeciona dziergają
miłości i dumę. Jagodowe panny, księżniczki
w dżinsach z kolią grzechu – na barykadach
pierwsze uczą Ojczyzna. Piersią karmią dzień
1978/9 rok.



Każdy może popatrzeć, poczytać, zabrać co dla niego…
***
Alkowa, Bujawka, Chochla, Durny, Frasobliwy, Grymułki, Hulać, Igraszki, Junacki, Kłębiasty, Łany, Mruczando, Niemota, Ogacić, Panoszyć, Rozbebeszony, Smętek, Śleboda, Turlać, Umilknąć, Warząchew, Zimnica…
Dla takiego alfabetu można stracić głowę.
Każde słowo jest osobną opowieścią, osobnym wszechświatem.
Przestrzenią, która nie jest tylko literami, znaczkami – kreskami i zakrętasami, ale przede wszystkim – emocjami…
Te słowa są jak gwiazdy, które świecą nawet w dzień, a może zwłaszcza w dzień, a najbardziej w słońcu.
To są słowa nieoczywiste, rzadkie, wyraziste, plastyczne, czasem zapomniane, czasem rozwiewające się już powoli… I pewnie niedługo ich nie będzie – odejdą sobie cicho, wyparte przez nowoczesność, umiędzynarodowienie, modną lśniącość i inne glamoury tego świata. Dlatego są takie cenne, dla kogoś, kto słowa lubi, kto w słowach znajduje radość, kto ze słów układa sobie kawałek dnia z książką – w parku na ławce, w tramwaju, w łóżku…
Rolą poety jest szukać złota. Złota w słowach. Przesiewać litery poskładane w nieoczywisty i tym samym – w chwytający za serce sposób. Bo im rzadsze słowa, tym są piękniejsze. Im bardziej nieznane, tym cenniejsze i warte, żeby je ocalić. Te pojedyncze, powyżej, to tylko próbka najwyższej próby, którą koniecznie trzeba zbierać i jeszcze konieczniej chować do skarbca.
Pojedyncze słowa to jedno, ale jak słowa Grażyny Tatarskiej brzmią w zestawach!
Oddać los do korekty; lenistwo jest umieraniem; za mała kartka, żeby pomieścić na niej zbrodnie; paść czołg nienawiścią; ogień wojny widać z kosmosu; kainowa karawana; potykać się o czaszki; prawda pierwszą ofiarą wojny; wsie widłami zadźgane…
Kto kocha słowa, widzi więcej, żyje w wielu światach, mieszka obok wielu interesujących ludzi, potrafi rozmawiać z ciepłem, powietrzem, kolorami, kwiatami…
Jest wszędzie, jest wszystkim.
Dajcie mi właściwe słowo, a poruszę ziemię – mawiał poeta.
Te słowa poruszają moją ziemię, trzęsą nią, mocarnie wprawiają w ruch i powodują, że wiruje, jak natura kazała jej wirować – czyli tak, żeby się w głowie od piękna zakręciło…
nieznany.

Grymułki pachnące sianem…
Taką laurkę wystawił Grażynie Tatarskiej autor „Nawiści”, Piotr Zygmunt, piszący pod pseudonimem nieznany. On poniekąd współtworzył spotkanie z poetką, przyjmując z radością tajną propozycję napisania paru słów o jej twórczości. To miała być niespodzianka dla Grażki, ale przeszła i moje najśmielsze oczekiwania. Tak wczytać się, tak wyłapać przytoczone powyżej słowa może tylko ktoś uważny na drugiego człowieka. Czytając je, można odnieść wrażenie, że autor bardzo dobrze rozumie słowa autorki „Grymułek”. Niespodzianka się udała, była miłym zaskoczeniem dla poetki, a ja bardzo się cieszę z tej literackiej wymiany myśli. Jak zauważyła Violetta Zygmunt: „jakie to niezwykłe, że autorzy nie tylko czytają nawzajem swoją twórczość, ale jeszcze tak życzliwie do siebie podchodzą, wspierają się i inspirują nawzajem”.



W oczekiwaniu na kolejne Grymułki...
PS Nie wiem, czy zauważyliście zbieżność nazwisk pisarza Piotra Zygmunta z prowadzącą spotkanie Violettą Zygmunt. Okazało się, że to zupełny przypadek, ale i tak uknułyśmy z Grażką, że poznamy Zygmuntów w Warszawie, oczywiście pod kolumną najbardziej znanego Zygmunta😊
PPS O tle do spotkania Grażyny Tatarskiej będzie więcej już niedługo w kategorii „Polecane miejsca” i myślę, że znajdziecie tam wiele wskazówek, jak można ciekawie spędzić nawet chwilę w Krakowie (nasza chwila trwała całe dwa dni, ale przygód mógłby pozazdrościć nam nawet Smok Wawelski, który na widok Grymułek, zionął ogniem z radości😊).

A Smok czyta i niesie słowa w świat…
