„Kiedyś sądziłem, że ludzi pamiętamy, dopóki możemy ich opisać. Teraz myślę, że jest odwrotnie: są z nami, dopóki nie umiemy tego zrobić” – Marcin Wicha
Marcin Wicha „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”
Przychodzę do Was z książką, która bardzo mnie poruszyła. Do tego stopnia, że gdy już przeczytałam książkę papierową, zapragnęłam jej posłuchać. Akurat na antenie radiowej Trójki książkę czytał Robert Gulaczyk, a w Audiotece – Marek Bukowski. Musiałam posłuchać też na You Tube, rozmowy Michała Nogasia z Marcinem Wicha. Nie można się od tej rozmowy oderwać, każde słowo ważne.
Książka „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”, opowiada o matce autora, która była jakaś. Nie była miła, ale była ciekawa świata. Była odważna. Zawsze miała swoje zdanie i umiała je wyrazić. Nie zgadzała się na półśrodki. Jesteś z nią albo nie ma cię w jej życiu. To książka o relacji matki z synem. Widać, że często dużo zachodu musiał autor włożyć, aby obronić swoje zdanie przed własną matką.

Z drugiej strony, ta ich relacja budowała się każdego dnia, z każdym upływającym rokiem. Marcin Wicha nakreślił wzruszający portret matki i pewnie niezamierzony, ale wzruszający portret samego siebie. Poznajemy matkę autora w różnych sytuacjach życiowych i wyłania nam się kobieta wyjątkowo ciekawa, pełna wad, których autor wcale przed nami nie kryje. Widzę pogodzenie się syna z tym, jaką ma matkę, czuję jego dumę, gdy potrafiła zaradzić w każdej sytuacji, słyszę jego westchnienia, gdy się z nią nie zgadzał. Utożsamiam się z wieloma sytuacjami jak choćby dzwonienie do administracji do skutku, aż ktoś odbierze. Nie ma według jego matki, „że się nie da”. Wszystko się da, jeśli będziemy uparcie dążyć do celu.
Z książki wychodzi wiele smutków, bólu, niepogodzenia się, mimo, że czyta się lekko, bo i wiele w niej żartów i dowcipnych sytuacji. Im bliżej końca, tym atmosfera gęstnieje, dowiadujemy się o chorobie matki autora, o jej pobycie w szpitalu, o niepoddawaniu się i wsparciu najwierniejszych koleżanek.
Po stracie ukochanej osoby, musimy, chcemy czy nie chcemy, spotkać się z pozostałymi po niej rzeczami. Czy łatwo jest wyrzucić rzeczy po zmarłych…? Zadaję to pytanie za każdym razem, gdy widzę „stare” przedmioty na śmietniku. Taki obrazek podpowiada, że tu nie mamy do czynienia z hołdem dla przedmiotów. Odchodzą wraz z ich właścicielem, szkoda tylko, że lądują na śmietniku. Czy sobie na to zasłużyły służąc człowiekowi tyle lat?
Gdy zaczynamy czytać, już od pierwszych stron, autor robi przegląd książek w biblioteczce swojej matki. Na podstawie czytanych przez nią książek, tworzy jej portret, obraz tego co lubiła, co było dla niej ważne. Porównuje wydawnictwa z różnych lat, biorąc pod uwagę dziesięciolecia. Inaczej okładki wyglądały w latach 70 a inaczej w 90 na przykład. Przejmujące okazuje się szukanie nowych domów dla książek po zmarłej matce, szukanie najlepszego miejsca, aby tylko książek nie wyrzucić na śmietnik. I raptem okazuje się, że Nałkowska, Reymont, Dąbrowska, Żeromski, Mickiewicz to autorzy niechodliwi, „przeżyci”, nie wspominając o encyklopediach zdobytych za czasów PRL- u, za którymi stało się w długich kolejkach. Michał Nogaś w rozmowie z Marciem Wicha mówi, że zagina kartki w książkach, choć wie, że to nieładnie, ale może dzięki temu jego córka będzie wiedziała, co dla jej ojca było ważne, w których momentach się zatrzymywał czytając. Ja też doceniam, podobnie jak dziennikarz i jestem pod wrażeniem postaci matki pisarza, którą mogę sobie wyobrazić na podstawie książek, które czytała. Taka „Emma” Jane Austin – nie miała już okładek na końcu drogi matki autora….Widać, że była dla niej bardzo ważna.
Każdy kto kocha książki, ma w swojej biblioteczce takie, które muszą być obok, stać na wyciągniecie ręki, aby szybko sięgnąć po nie gdy tylko zajdzie taka potrzeba. Książki te, to żelazne pozycje, bez których ciężko byłoby nam się obyć. Rozrastają się i gdy przyjdzie robić przegląd, trudno pożegnać się z nimi na zawsze. Zatrzymują czas naszego zachwytu, wzruszenia, może łez, wielu uśmiechów…

Każda migawka z życia matki, rodziców laureata nagrody Nike, zasługuje na zapamiętanie. Ja zostanę jednak ciągle przy książkach. Rodzice pisarza nie podróżowali, oni kupowali książki. Z tymi książkami zwiedzili cały świat. Lubili nowinki i potrafili godzinami rozmawiać na temat przeczytanych książek. Podobnie żywo interesowali się oryginalnymi przedmiotami. Często nie było ich stać na kupienie przedmiotu od razu, a mimo to, z zapamiętaniem debatowali, gdzie taki przedmiot ustawiliby w domu, kłócąc się o należne mu miejsce, aby w końcu dojść do wspólnego przekonania, że warto ten przedmiot kupić. Czasami ich rozmowy się spełniały a czasami upragniony przedmiot upłynniał się w rękach innego nabywcy. Bardzo wtedy żałowali, że nie dokonali zakupu od razu.
Na dłużej zatrzymała mnie scena, gdzie matka z synem codziennie chodzili do księgarni, niestrudzenie dopytując o jedną książkę dla dzieci. Wyobrażacie sobie – wystawali wiele godzin i wychodzili wiele kilometrów, aby „zdobyć” książkę i słowo „zdobyć” jest tu jak najbardziej adekwatne. Przyznam, że nie znałam tej książki. Mieszkając na wsi, mogłam liczyć tylko na książki ze szkolnej biblioteki, ale nie przypominam sobie, aby ta książka stała na bibliotecznych pólkach. „Kto pocieszy Maciupka” autorstwa Tove Jansona – to książka o walce z własnym strachem, potrzebie bliskości, o samotności. Miałam nieodparte wrażenie, że tym swoim heroizmem w zdobyciu książki, Marcin Wicha ze swoją matką po prostu pocieszali Maciupka.

Niektórych złości, że dopiero gdy autor nie żyje, sięgamy po jego książki, robi się bum na jego twórczość. Tak, to prawda, często doceniamy kogoś dopiero gdy go zabraknie, poznajemy książki autora, gdy już go nie ma. Ale nigdy nie jest za późno, aby docenić to co dobre. Muszę dodać, że trochę brak mi słów, aby wyrazić i opisać moje wrażenia po przeczytanej książce. Na pewno często do niej wracam myślami.
O Marcinie Wicha będzie słychać na zbliżającym się Festiwalu „Początek Sezonu”, który odbędzie się w dniach 26-29 czerwca w Bydgoszczy.

PS Wiem, że wielu osobom, ta książka pomogła przeżyć żałobę po zmarłym rodzicu. Szkoda, że nie natrafiłam na nią wcześniej, może swojej nie przeżywałabym prawie 30 lat. Pomyślałam, czytając książkę, jak ja bym opowiedziała o moim ojcu po przeczytanych przez niego książkach? Na pewno lubił historię i zaszczepił we mnie poszukiwanie wartości jakie niesie historia. Dzięki niemu lubię opowiadać, zbierać opowieści, wracać w przeszłość, ale też iść w przyszłość. Przypomniało mi się, jak kiedyś mieliśmy w domu szlaban na oglądanie telewizji, a leciał wtedy akurat Pan Wołodyjowski, Potop albo Krzyżacy (na pewni jeden z nich). Tato odwiesił nam karę, bo chciał abyśmy obejrzeli ten film. Dopowiadał nam prawdy historyczne o jakich sam wiedział, wywiązała się pamiętam ciekawa dyskusja, był z nas dumny, że też mamy jakąś wiedzę ze szkoły i że nauka nie poszła w las. Mam w domu kilka przedmiotów, zupełnie niewiele, które przypominają mi mojego tatę. Ich nie umiałabym wyrzucić, są dla mnie bardzo ważne.

„Rzeczy, których nie wyrzuciłem” – Marcin Wicha – [Wydawnictwo Karakter]
