Jak na imię ma przyjaźń?

Jak na imię ma Przyjaźń?  

Przyjaźń… to umieć milczeć na ten sam temat… Przyjaźń to spoglądać w tę samą stronę… Przyjaźń to…    

Skąd wiemy, że stworzymy z kimś prawdziwą przyjaźń i czy ta przyjaźń przetrwa? Ile czasu potrzeba, aby wiedzieć, że ta przyjaźń jest prawdziwa? I co decyduje, że jest prawdziwa? Czy bardziej przeciwieństwa czy podobieństwa rozumieją się w przyjaźni?

Dla mnie przyjaźń polega na tym, że mogę z kimś nie odzywać się i z rok, bo każdy ma swoje życie. Ale jak za ten rok się do siebie odezwiemy, to będzie tak, jakbyśmy się wczoraj rozstali, to będzie jak święto… 

***

„Ala słyszała, że jest takie drzewo przy wejściu do Puszczy Kampinoskiej, od strony Leszna, które stoi samotnie na środku wielkiej przestrzeni. Naokoło jest pustka, a w oddali z każdej strony widać las. Poszła tam z Emily, która bardzo dobrze znała to miejsce. Mówiła o nim, że jest niezwykłe. Był mroźny poranek, a Ala jak zwykle zabrała ze sobą swój „stoliczku nakryj się” – czyli kawę w termosie i ciastka owsiane. Miała też plastikowe kubeczki. Zawsze gdziekolwiek się ruszała dalej od domu, zabierała ze sobą „osobisty stoliczek”. Może ta chęć spotkania bratniej duszy była silniejsza od niej? Może zawsze potrzebowała być przygotowaną na spotkanie z drugą osobą.

Drzewo okazało się… być dwoma drzewami, które wychodziły z jednego pnia. Na wysokości metra, ramiona drzewa rozchodziły się: jedno na prawo, a drugie na lewo, tworząc dwa osobne drzewa, ale nie osobne na zawsze, bo złączone jednym pniem.

Przytuliła się do tego drzewa wzruszona, ale nie umiała jeszcze wtedy powiedzieć, dlaczego. Wyciągnęła z kieszeni Marzenia i postawiła je na jednej z gałęzi (przed wyjściem z domu, w ostatniej chwili złapała w rękę drewniany napis, z dumnie brzmiącym angielskim napisem „dream”)

 I nic więcej. Nie pomyślała nic. Nic nie trzeba było ani mówić, ani myśleć. Chłonęła to miejsce całą sobą, nie mogła się nasycić. Jedynie modlitwa przyszła jej do głowy. Mówiła ją bezwiednie, ruszając niemo myślami. Ale słyszała się…, słyszała swój łamiący się głos i widziała łzy, których nie zobaczyłby nikt inny stojący z boku.

Melancholia długo nie chciała odejść od drzewa, jakby ta obecność drugiego była życiodajnym zbawieniem, może odpowiedzią a może…, nie, o tym nie pomyślała…

***

Zziębnięta weszła do dużej Sali Domu Kultury w Lesznie. Emily poczęstowała ją gorącą herbatą. Z kubkiem w ręku zaczęła oglądać wystawę – przepiękne krajobrazy Puszczy Kampinoskiej. Ala weszła w te dzieła i pewnie długo by tam została, gdyby nie radosna rozmowa, jaka dochodziła do jej uszu od strony drzwi wejściowych. Pomyślała sobie, że tak beztrosko i radośnie może śmiać się tylko młoda osoba. Spojrzała zaciekawiona w tamtą stronę i zobaczyła starszego Pana, który rozmawiał z Emily. Zaskoczona, skąd w tym człowieku tyle radości, podeszła bliżej i przedstawiła się. I tak poznała Alka, który od razu uśmiechnął się do szeroko, pocałował w rękę i zapytał, co tu robi – tu w Lesznie. Śmiał się, że Pruszków i Leszno to jak ulice obok siebie, że wydaje mu się, że skądś ją zna i czy na pewno wcześniej się nie spotkali.

Trzy godziny minęły jak chwila. W tym czasie zdążyła przeżyć z Alkiem całe życie. Byli w górach, nad morzem i na Mazurach. Zaśpiewali wszystkie piosenki – okazało się, że mają taki sam gust. On grał na starym pianinie, a ona z Emily śpiewała. I co chwilę słychać było radosne – „Ty też tak masz? Niesamowite!”. Ala czuła, jakby znalazła się we właściwym miejscu, w dobrym czasie z ważnymi dla niej ludźmi. Wyjrzała przez okno w stronę drzewa, którego nie było widać, ale jej wyobraźnia wyraźnie je widziała. Uśmiechnęła się do swoich myśli…, nie spodziewała się, że jej prośba o prawdziwego przyjaciela właśnie się dokonywała…

Żegnając się, Alek przytulił nagle Alę do siebie i powiedział „Ale ja cię lubię, Ala” …, a znali się zaledwie kilka godzin…”

Bernard Orłoś – człowiek o najpiękniejszym i szczerym uśmiechu, znany nie tylko w Lesznie, ale w całej naszej Puszczańskiej okolicy. Posiadacz wielu talentów, multiinstrumentalista, prowadzi w Lesznie chór „Ballada” (wszyscy członkowie chóru cudownie śpiewają, a przy tym są najsympatyczniejszymi ludźmi, jakich poznałam – przyjęli mnie u siebie jak swoją) i zespół „Combo Band”. Nauczyciel muzyki, który wychował niejedno pokolenie kochających muzykę. To zamiłowanie do uczenia i dzielenia się swoją wiedzą zostało mu do dziś.

„Drogi Bernardzie!

Zasługujesz na więcej niż umiem podziękować. Jestem zachwycona i wzruszona, że Ciebie poznałam. Wspaniale jest mieć taką dozę budowania drugiego człowieka. Dziękuję za zaufanie jakim mnie obdarzyłeś. Jesteś szczery i prawdziwy. Bije od Ciebie światło i bardzo podoba mi się, jak patrzysz na prawo i na lewo. Podoba mi się, jak patrzysz przed siebie i za siebie.

W życiu trzeba umieć się zachwycić nawet codziennością, bo to są rzeczy godne, gdy umie się je dostrzec. Świat składa się z tych małych i większych cudowności, które widzę w Twoim spojrzeniu. Umiesz cieszyć się tymi okruszkami prawdy, które daje nam natura. Ciekawy jest Twój świat, Bernardzie. Niespotykanie czujesz otaczający świat zdarzeń. Dziękuję, że Ciebie poznałam”

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie nigdzie widoczny. Pola obowiązkowe są oznaczone *

Mamy ciasteczka

W tej witrynie są wykorzystywane pliki cookie, których Google używa do świadczenia swoich usług i analizowania ruchu. Twój adres IP i nazwa klienta użytkownika oraz dane dotyczące wydajności i bezpieczeństwa mogą być udostępniane firmie Google, by zapewnić odpowiednią jakość usług, generować statystyki użytkowania oraz wykrywać nadużycia i na nie reagować.