Tu zaczyna się dalej
Zastanawiałam się wczoraj, pakując walizkę, czy starczy mi w niej miejsca, żeby pomieścić ten cały bagaż – nie ubrań, nie kosmetyków, ale doświadczeń, które w Dźwirzynie 2026 spakowały mi się same, bez pytania o zgodę. Człowiek jedzie niby na festiwal, a wraca z połową życia w środku.

Od pierwszego „dzień dobry” na TransPorcie Literackim czułam się tak zaopiekowana, jakby ktoś postawił nade mną niewidzialny parasol troski. Biuro Literackie, jak dobry gospodarz, witało nas z uśmiechem, żegnało z klasą, a pomiędzy jednym a drugim pozwalało zanurzyć się w kulturze tak naturalnie, jakby to wszystko działo się samo. A przecież wiadomo, że nic samo się nie dzieje. Zawsze stoją za tym ludzie‑duchy, którzy potrafią sprawić, że czujesz się komfortowo, swobodnie, jak w domu tylko że z widokiem na morze. I tu wielkie brawa dla Artura Burszty i Oli Olszewskiej.
Pogoda też postanowiła wystąpić w roli artystki. Słońce popisywało się jak młody poeta na pierwszym open micu, a wiatr – ten znad Kieleckiego, w silnych szatach, próbował nas wywiać stamtąd, ale twórczość się nie dała. Twórczość zawsze wie, dokąd ma iść.



Na śniadanie poezja, na obiadokolację proza, a na podwieczorek muzyka Jerzego Mazzolla. Człowiek nie wiedział, czy bardziej jest głodny, czy najedzony.
Dzień pierwszy zaczął się od małego buntu – jeden autokar wyłamał się z transportowej harmonii. Ale kto by o tym pamiętał, skoro słońce czekało na przystanku Opóźnienia i mrugało do tych, którzy zdążyli zrobić zdjęcia, zanim schowało swoje jasne oblicze. Mewy krążyły jak zwiadowcy, piany było tyle, że można by nią napisać wiersz. A potem – inauguracja. „Dzień dobry” od Artura Burszty, inspirujące słowa Ewy Kuryluk i już wiadomo było, że jestem w dobrych rękach. Dostałam nawet osobistą plakietkę z programem festiwalu (ależ to jest świetny pomysł, bo cały czas wiedziałam co, gdzie, kiedy).


Moja pracownia? Tuż za Poezjem. Dwa kroki. DWA. Kto mi powie, że to nie jest przeznaczenie? Wypatrzyłam na księgarskich stołach Pamięć niczyja, ciało moje Romana Honeta, Bestiariusz nowohucki Elżbiety Łapczyńskiej (ktoś mi go sprzątnął sprzed nosa) i wiele innych ciekawych książek.

W pracowni siedzimy przy stole i każdy z nas chciałby sięgnąć wyżej, poszybować jak ta mewa, która nie zna słowa „blokada twórcza”. Podnosimy głowy, a tam – lustro. Lustro, które odbijało naszą twórczość, nasze miny, nasze ambicje. Pan fotograf też nas w nim zobaczył. To lustro, mam wrażenie, otworzyło nas bardziej (debiutanci rozmawiają o wszystkim, co ważne). Poznajemy się. Ustalamy kolejność. Nikt nie chce być pierwszy i to jest piękne.

A wieczorem – świetna rozmowa Michała Nogasia z Tomkiem Lipnickim, a potem koncert, który dopiero po audycji radiowej okazał się heroiczny, bo grany z rozwalonym palcem. Mimo to słowa płynęły jak zawsze:
„Jeszcze będzie przepięknie,
Jeszcze będzie normalnie”.

Dzień drugi przyniósł pierwsze czytania. I myśl: „Ale mi się trafiła grupa”. Tematy mocne, rozmowy szczere, atmosfera przyjacielska. Dzielimy się obserwacjami, poznajemy siebie nawzajem, jakbyśmy byli książkami, które dopiero co wyszły z drukarni. Potem z Sarą, moją współlokatorką z pokoju studiujemy morze – tym razem trochę dłużej – wyławiamy perełki i muszle.


Wieczorem wspaniała rozmowa – „Na co możemy pozwolić sztucznej inteligencji”, którą poprowadziła Antonina Tosiek. Każdy mógł zabrać głos, a z relacji koleżanki, która śledziła transmisję na żywo, wiem jedno: chcemy więcej tak poprowadzonych rozmów i więcej szczerych odpowiedzi.

Wcześniej – Justyna Bargielska i Julia Szychowiak. Dwie energie, dwa światy, dwa sposoby patrzenia na słowo. Ich obecność dodała temu dniu jeszcze jedną, bardzo kobiecą, bardzo literacką warstwę. I jeszcze tylu innych twórców, a każdy z nich dołożył cegiełkę do tego, co we mnie zostało.

Dzień trzeci upłynął pod hasłem integracji. Poznajemy się od strony literacko‑prywatnej, otwieramy się na siebie, wymieniamy transportowymi spostrzeżeniami. Ten dzień dokłada kolejną warstwę uważności na siebie i innych. Rozmowa Michała Nogasia z Péterem Nádasem i Elżbietą Sobolewską – lekka i twórcza. Lubię ten rodzaj ironii i dystansu do siebie.

Słuchałam też rozmowy z Tadeuszem Sławkiem i Ewą Kuryluk, którą znakomicie poprowadziła Inga Iwasiów. Słuchałam wierszy i historii, które zostają w człowieku na długo. I mam w głowie nie tylko słyszane „ja”, ale „ty”, „ona”, „on”, „oni”, „one”, „my”, „wy” – wszyscy.


A na koniec, czwartego dnia – dostaję informację zwrotną o moim tekście i jestem wdzięczna za każdą uwagę, wskazówkę, podpowiedź. Spojrzenie drugiej osoby – bezcenne. Cóż mogę jeszcze dodać, wzruszona…
Moja grupo Ani Krzywania – jak mawia nieznany i kropka: czy mówiłam Wam dziś, że jesteście najlepsi!

Ania, Paweł, Kasia, Ewa, Sara, Susane, Małgosia – bardzo się cieszę, że Was poznałam i mogłam usłyszeć Wasze historie. Czekam na zwieńczenie Waszego pisania w postaci książek i już jestem ciekawa, gdzie zastanę Waszych bohaterów.
Do miłego zobaczenia na kolejnym TransPorcie Literackim. Mam nieodparte wrażenie, że się jeszcze tam spotkamy.
Biuro Literackie – TransPort Literacki – Dźwirzyno 2026
PS To ja idę dalej….



