***
Pierwszy raz…
„Po piękno
nie trzeba jechać daleko.
Wystarczy
pobliska łąka ze świerszczem.”
Agnieszka Jarzębowska
Pocztówki z wakacji… Jakie udało się Wam przywieść w tym roku ze swoich podróży? Czy był to uśmiech i najszczersza radość? A może nowe znajomości lub utrwalenie odwiecznej przyjaźni? Udało się Wam porozmawiać ze sobą, spotkać na ścieżkach spokoju i wycieszenia? Kto dał Wam energię i siłę do działania? Czego doświadczyliście po raz pierwszy i czy były w ogóle Wasze pierwsze razy? Czy je zauważyliście?

Spontaniczna sesja zdjęciowa z Anią, Olą, Tosią i Agnieszką, zdj. Anna Bach
Jakie były moje pierwsze razy podczas tych wakacji? Wyjątkowe. Udało mi się (wymarzone w końcu) wejść na Giewont. Po raz pierwszy, ale wiem, że wrócę tam jeszcze. Najpierw wschód słońca na Hali Kondratowej, a później zdobycie szczytu. Sytuacja niewyobrażalna, gdy dotąd widziało się metalowy krzyż tylko z poziomu ulicy w Zakopanem. Na górze zapomina się o zmęczeniu, nie myśli o problemach dnia codziennego. Góra daje siłę i wiarę, że jeśli pokonało się tak trudną (dla mnie) trasę, to wszystko jest możliwe do pokonania. Ale, gdy teraz wspominam moje wejście pod 123-letni krzyż (19 sierpnia minęła kolejna rocznica postawienia krzyża na Giewoncie), to przypominają mi się słowa Davida Boviego: „tylko ciesząc się drogą, spełniasz marzenia”. Ta droga na szczyt, a później zejście oddają najpełniej słowa piosenkarza.

Giewont z perspektywy ulicy w Zakopanem zdj. Agnieszka Jarzębowska
Innym razem spotkała mnie burza tuż przed Halą Gąsienicową i trzeba było podjąć decyzję o zejściu, ale ta droga w deszczu też była potrzebna. Zaśpiewałyśmy z moją współtowarzyszką wspinaczki, Anią Bach piosenkę „Świat jest piękny tak”, bo tak czułyśmy i tak chciałyśmy. Przecież w każdej sytuacji można znaleźć coś pozytywnego. Nawet wtedy, kiedy chmury i deszcze przesłaniają widoki, nawet wtedy, można ucieszyć się z drogi i bardziej docenić wychodzące słońce i czekające na nas życie.


„Tylko ciesząc się drogą spełniasz marzenia”, zdj. Anna Bach
Dla jednych radością będzie wdrapać się na wysoką górę, dla innych nawet niewielka górka może być dużym wyczynem. Nie to jest najistotniejsze. Trzeba liczyć siły na zamiary, ale gdy uda się pokonać własne słabości, lęki, uda się „wleźć” na coś nieosiągalnego na pierwszy rzut oka, nagroda może okazać się najwspanialsza. Tak jak zachód słońca na Antałówce w Zakopanem. Przed samym szczytem można spotkać rodowitą góralkę (tylko na letni czas przyjeżdża do swojej ojcowizny), która ma to szczęście i możliwość codziennego witania i żegnania słońca ze szczytu. Przy jej letnim domku rosną „kosmosy”, zwane też potocznie „warszawiankami” – delikatne kwiaty, ale jakże metaforycznie oddające trudy wspinaczki. Na szczycie Antałówki czeka na nas widok zapierający dech w piersiach. Bo to i całe pasmo górskie z Kasprowym i Giewontem, skocznia im. Stanisława Marusarza (już teraz wiem, na jakiej górce stoją kibice, gdy skaczą skoczkowie), karuzela i piękne widoki na miasto w dole.
Droga na Antałówkę jest radością i spełnieniem marzenia. Tam pierwszy raz brałam udział w spontanicznej sesji zdjęciowej z górami w tle. I na zawsze zapamiętam, ile tam zostawiałam dziecięcych uśmiechów – takich, które płyną prosto z serca. Gdy się tego najmniej spodziewamy, przydarza nam się dobry czas. Oczywiście trzeba trafić na pokrewne dusze, które czują podobnie, które nie patrzą, co wypada, a co nie, tylko potrafią ponieść się fantazji i oddać najszczerszej radości. Ja takich ludzi spotkałam na X Międzynarodowym Plenerze Artystyczno-Literackim w Zakopanem, który świetnie zorganizowała niezastąpiona artystka i poetka – Wanda Dusia Stańczak.

Zachód słońca na Antałówce Wierchu. Zdj. Anna Bach
Tyle jeszcze pierwszych razy przed nami. Ważne, aby umieć się z nich ucieszyć, czego wszystkim serdecznie życzę.
Iwona Szewczak
PS Składam uśmiechnięte podziękowania dla wszystkich wspaniałych poetów i artystów pleneru, a szczególnie dla Ani Bach, Agnieszki Jarzębowskiej, Teodozji Świderskiej, Aleksandry Czerczyńskiej, Wandy Dusi Stańczak, Agaty Kostki, Marioli Wiewiór i Reni Kisiel – z Wami dziewczyny można góry przenosić.

Moja pierwsza mandala wykonana po zejściu z Giewontu
